Marzenia

IMG_3148Marzenia.

Marzenia towarzyszą nam od momentu, kiedy uświadamiamy sobie że czegoś nam potrzeba :) pierwszym i najważniejszym marzeniem każdego niemowlaczka jest by nieustannie tulić się w ramionach Mamy :) czas biegnie i ramiona Mamy nam nie wystarczają, mamy ochotę na jakąś zabawkę, a po zabawkach przychodzi czas na marzenia o miłych emocjach, o pięknych przeżyciach, których nigdy się nie zapomina :)

O swoich marzeniach już kiedyś pisałem http://www.mariuszharasny.pl/?page_id=31 Jak to mężczyzna, ująłem je krótko i zwięźle w pięciu punktach, ale te punkty można szeroko rozwinąć, by przekazać ukryte emocje. Większość marzeń spełniła się i to jest super!

Być zdrowym, ( czytaj: osiągnąć jak największy stopień samodzielności) to nieustanny priorytet, ale nie jest źle. Infekcje zbyt mocno mnie nie atakują i oby ten stan się utrzymał, bo każde zawirowanie zdrowotne, to dodatkowe obciążenie mojej Kochanej Mamy, która opiekuje się mną 24 godziny na dobę. Dzięki doskonałym relacjom z Rodziną i znajomymi z nadzieją spoglądam w przyszłość i to jest SUPER!

Pod numerem 4  jest wyjazd w góry i to też się udało zrealizować! Szerszy opis znajdziecie tutaj http://www.mariuszharasny.pl/?m=201408  Gdy pierwszy raz zobaczyłem góry i piękno tatrzańskiej przyrody zachwyciłem się bez reszty. Rzec można, że to taka miłość od pierwszego wejrzenia. :)

Pod piątką, umieściłem marzenia dotyczące odremontowania rodzinnego domu i to też się udało. Rozpoczęło się od dobudowania dla mnie pokoju i łazienki, komu to zawdzięczam i jak to było możecie przeczytać tutaj  http://www.mariuszharasny.pl/?page_id=33  .Od tego momentu zamieszkałem z moją Kochaną Rodzinką i zacząłem się rozwijać :) samodzielna obsługa komputera, ukończenie  szkoły średniej, podjęcie pracy zawodowej. W końcu udało mi się zdobyć środki na kupno auta dostosowanego do moi potrzeb, jaka to była akcja przeczytacie tutaj http://www.mariuszharasny.pl/?m=201609 i teraz Wasz Harnaś może bez przeszkód przemierzać trasy bliższe i dalsze, uczestniczyć w różnych imprezach i przede wszystkim robić to co kocha, czyli być między ludźmi :)

 Jak zauważyliście nie udało mi się jeszcze zrealizować marzenia numer 3 , ale to dobrze, bo o czym bym marzył :) Pod trójką ukryty jest lot śmigłowcem :) Jestem już dojrzałym mężczyzną, ale młodzieńcza fantazja mnie nie opuszcza. I oto chodzi! Od wielu lat pukam do różnych instytucji i proszę o możliwość udostępnienia  maszyny, ale bez odzewu. Chciałbym wznieść się w przestrzeń dużą maszyną , aby być na wózku  (bez przesiadania się) i zabrać ze sobą moją Kochana Rodzinę, bo bez nich to żadna frajda. Wiem, że to kosztowne szaleństwo, więc od lat odkładam do przysłowiowej skarbonki. Gdy dodaję kolejną złotówkę, myślę sobie „jestem coraz bliżej”. Ufam, że w końcu zapukam do drzwi, które się otworzą i jakiś przyjazny głos zwróci się do mnie :”zapraszamy na pokład, załoga i maszyna gotowa do lotu”

Zatem, marzymy dalej ufając Panu Bogu, że wszystko co dla nas przygotował, jest dla nas najlepsze.

Cieszmy się z każdego dnia, bo każdy jest tym jedynym i NIEPOWTARZALNYM!

 

Posted in Mój blog | Leave a comment

Rodzina

Obraz 099Rodzina, to podstawa.

Jesienno – zimowa aura nie sprzyja wyjazdom i spacerom, zatem większość czasu spędzam w łóżku. Kiedy tak sobie leżę, to myśli biegną do różnych osób, miejsc, zdarzeń, do przeszłości i przyszłości, a duchowe przygotowywania do Świąt Bożego narodzenia skłania do pogłębionej refleksji.

Od najmłodszych lat włączałem się we wszystkie sprawy które służyły dobru naszej Rodziny. Już na początku szkoły podstawowej pomagałem w gospodarstwie. Jeździłem ciągnikiem, obsługiwałem maszyny rolnicze, pracowałem w polu, a kiedy nadarzała się okazja chwytałem się różnych innych prac, aby podreperować budżet domowy. Byłem pomocnikiem murarza, tynkarza, malarza, a kiedy podrosłem zaciągałem się do cięższych prac. Ostatnią była obsługa techniczna urządzeń w elektrowni Adamów. Byłem najstarszy w piątki rodzeństwa, więc czułem się bardzo odpowiedzialny za młodsze siostry i bardzo chciałem aby im niczego nie brakowało.

Razem z rodzicami skromnie mieszkaliśmy w pokoju z kuchnią. Mama zajmowała się nami i prowadziła gospodarstwo, a Tato był zawodowym kierowcą tirów. Nie były to łatwe czasy, ale zawsze trzymaliśmy się razem, pomagaliśmy sobie wzajemnie i cieszyliśmy z tego co mamy. Choćby mój pierwszy wymarzony rower, który dał mi tyle radości. Jeździłem nim nie tylko na wspaniałe wycieczki, ale przez trzy lata codziennie dojeżdżałem do szkoły. Moją opowieść o niezapomnianych przeżyciach w czasie wypadów rowerowych znajdziecie tutaj http://www.mariuszharasny.pl/?p=2687  tęsknię za wolnością, którą daje jazda na rowerze. Cóż, wózek też jest fajny :)

Duża frajdę dawała mi też jazda samochodem, byłem świeżo upieczonym kierowcą i czasami Tato zabierał mnie w trasę. Wówczas, choć nie miałem odpowiednich uprawnień, pozwalał mi poprowadzić maszynę na mało uczęszczanych odcinkach. Ach co to były za emocje, duma mnie rozpierała. Tak mnie to fascynowało, że postanowiłem zostać zawodowym kierowcą. Niestety, na postanowieniach się skończyło… Choć koledzy, którzy uprawiają ten fach, mówią, że brakuje im stabilizacji, czasu spędzonego z rodziną, a to co było kiedyś takie fascynujące, postrzegają dziś jako niekończącą się tułaczkę. Więc może dobrze, że nie zostałem zawodowym kierowcą?

Mój niefortunny skok przysporzył Rodzinie wielu kłopotów, zmartwień i znacznie pogorszył naszą i tak skromną, sytuacje materialną. Kiedy lekarze walczyli o moje życie, Rodzice nie zawahali się wyprzedać wszystkich maszyn rolniczych z ciągnikiem włącznie, aby zdobyć fundusze na  płytkę niezbędną do usztywnienia strzaskanego kręgosłupa, a sytuacja była tak poważna, że lekarze nie dawali cienia nadziei na moje przeżycie, ale udało się i jestem J

Te dramatyczne doświadczenia  jeszcze bardziej zacieśniły nasze relacje. Rodzina robiła wszystko, aby ulżyć mojemu cierpieniu, pomóc odnaleźć się w zupełnie nowej sytuacji i choć to zabrzmi groteskowo, pomogła „stanąć mi na nogi” :)

Pierwsze lata po wypadku, ze względu brak odpowiednich warunków lokalowych i na konieczność intensywnej rehabilitacji mieszkałem w Domu Pomocy w Kole (tam było super, kto chce wiedzieć coś więcej na ten temat zapraszam http://www.mariuszharasny.pl/?p=1625 

Dopiero po dobudowaniu pokoju i przystosowanej do moich potrzeb łazienki mogłem znów zamieszkać z Rodziną. Ten fakt mnie uskrzydlił!!! Dostałem niezwykłą motywację do rozwoju osobistego, by nowe życie na wózku było jak najlepsze i abym mógł i ja wspierać swoją Rodzinę. Trzy lata po wypadku zmarł Tato. Poczułem, że Tato powierzył mi rolę głowy Rodziny, oddał ją pod moją opiekę. Mimo, że sam nie mogę  nic zrobić, to przecież „opiekować się kimś” znaczy o wiele więcej, to znaczy sprawić, aby ktoś czuł się bezpiecznie i dobrze, aby mi ufał. Od momentu, kiedy sobie to uświadomiłem, odważnie strzegę spokoju domowego ogniska. Razem z bliskimi, którzy zawsze są przy mnie, wyremontowaliśmy dom, zagospodarowaliśmy obejście, wykopaliśmy staw i założyliśmy ogródek. Przez 21 lat wyznaczałem sobie cele i cierpliwie dążyłem do ich realizacji. W mojej głowie rodziły się skrupulatne plany i dokładne etapy ich realizacji, zaś Rodzeństwo fizycznie wykonywało wszystkie prace, a potem wspólnie radowaliśmy się z efektów. I tak naprawdę, to najwspanialsza jest ta wspólna praca, nie wiem nawet, czy nie cieszy bardziej niż sam efekt końcowy :)

Ludzie mają różne aspiracje, coraz częściej nie ma w nich miejsca na przyjaźń i pomoc bliźniemu, a dla mnie najważniejsza jest RODZINA! Chcę swoją troską o najbliższych, choć troszkę zrekompensować im trudy, które spadły na nich wraz a moją niepełnosprawnością. Chcę w ten sposób wyrażać im swoją wielką wdzięczność. To nie tylko wielkie wyzwanie, ale przede wszystkim wielki zaszczyt być głową tak wspaniałej Rodziny. Myślę Tato, że dobrze wywiązuję się z powierzonego przez Ciebie zadania! Jego realizacja pozwoliła mi osiągnąć duchowy rozwój i stać się prawdziwym mężczyzną :)

 

 

Posted in Mój blog | Leave a comment

Wiosna – lato 2019

232585_sloneczniki_kwiaty_zachod_slonca_latoPajączki snują nici babiego lata, to znak że nadeszła jesień. Sezon wiosenno – letni 2019 przeszedł do historii…

Nawracające się infekcje dróg moczowych wymusiły na mnie trudną decyzję poddania się zabiegowi cystostomii. Po badaniach, konsultacjach lekarskich i omówieniu zagadnienia z  kolegami posiadającymi uraz rdzenia kręgowego zabieg został wykonany 17 maja. Jak to bywa po zabiegu, organizm musiał dojść do siebie, powalczyć o swoje, przyjąć antybiotyk, więc moja kondycja nie była zbyt dobra, ale mimo tego nie traciłem pogody ducha i dobrze bawiłem się z przyjaciółmi i rodziną na mojej Czterdziestce.

Tego lata doświadczyłem solidnej lekcji pokory. Chciałem spędzać czas na spacerach i wyjazdach, być wszędzie, podziwiać przyrodę, cieszyć się ciepłymi wieczorami i spotkaniami z ludźmi, które zawsze cenię najbardziej, ale choroba atakuje znienacka i burzy wszystkie plany. Jednak cieszę się z każdego drobiazgu, promyka słonka, mile spędzonej chwili i nawet przelotnej rozmowy.

Po kolejnej, rzec można końskiej dawce antybiotyków, coś drgnęło i moje zdrowie zaczęło wracać do normy J Mimo osłabienia starałem się być aktywny. Najpierw rezydowałem na moich włościach, potem z satysfakcją pokonując trudności zacząłem wędrować po wsi i tak z dnia na dzień nabierałem coraz więcej sił i wydłużałem dystans wędrówek . Coraz pełniej cieszyłem się przyrodą i rozmowami ze spotkanymi ludźmi. A kiedy poczułem się dobrze wybrałem się z dawno planowaną wizytą do Sławka, który mieszka 280 km ode mnie. Ze Sławkiem przyjaźnimy się kilkanaście lat, ale dotychczas  kontaktowaliśmy się tylko elektronicznie i telefonicznie. To było nasze pierwsze spotkanie, bardzo wzruszające, pełne szczerych rozmów i przemyśleń.

Tego lata nawet wózek odmówił mi posłuszeństwa i na kilka dni wypadłem z obiegu. Dlatego kieruję szczere wyrazy wielkiej wdzięczności do przyjaciół, którzy natychmiast pospieszyli mi z pomocą i naprawili co trzeba.

Z perspektywy 21 lat mojego „drugiego życia” widzę jak świat przyspiesza, pędzi, prawdziwe ludzkie relacje, zastępowane są elektroniczną namiastką kontaktu…dlatego  tym bardziej cenię każde spotkanie z drugim człowiekiem, bo każde jest wyjątkowe, niepowtarzalne Nic tak nie umacnia, jak szczere spojrzenie w oczy, uśmiech i kilka miłych słów.

Czuję się coraz lepiej. Dzięki troskliwej opiece mojej Mamy i Rodziny pokonuję trudy dnia codziennego, a komputer i wózek dają mi namiastkę całkowitej samodzielności. Chcę aby wszyscy wiedzieli, że jesteście dla mnie bardzo ważni i bardzo Was potrzebuję i choć tego lata nie udało mi się zrealizować wszystkich odwiedzin które zaplanowałem, to każdego noszę w sercu. Proszę też nie pędźmy tak, zatrzymajmy się na chwilę, aby dostrzec drugiego człowieka, aby się z nim spotkać, aby odnaleźć w nim Pana Boga.

Podziwiając uroki złotej jesieni cieszmy się każdą chwilą. Czas szybko mija i z wiosną znów spotkamy się ścieżkach i dróżkach uśmiechając się ciepło do siebie.
Z całego serca pozdrawiam -

Mariusz

Posted in Mój blog | Leave a comment

Góra Kamieńsk

Dziękuje ze moglem z Wami być . Widząc Wasze nasze uśmiechy nas wszystkich daliście mi dużo pozytywnej energii i zdobyliśmy razem gore Kamieńsk po raz kolejny .
Dziękuje organizatorom #AkademiaPanaGrześka i #far reprezentowany przez Monika Mazur. wszystkim wolontariuszom, bez których ta impreza nie byłaby taką wyjątkową , podziękowania należą się też Krzysztof Głombowicz za wspaniałe przeprowadzenie tej imprezy i mile spotkanie dziękuje !!!

Posted in Mój blog | Leave a comment

Pokonaj siebie Uniejow

64518978_2274938685925500_1729214023041286144_nDziękuje ze moglem z Wami być ,chociaż nie moglem uczestniczyć było mi było wspierać Was duchowo i kibicować . Widząc Wasze uśmiechy Was wszystkich daliście mi dużo pozytywnej energii jeszcze raz dziękuje i przy okazji spotkałem kolegę z zawodówki mile spotkanie dziękuje !!!
Posted in Mój blog | Leave a comment

Czterdzieści lat minęło …

t-shirt-men-pare-lat-minelo-jak-jeden-dzienUpalna niedziela 31 maja 1998 roku, dzień który w jednej chwili radykalnie podzielił moje życie na dwa etapy „przed” i  „po ”skoku do wody. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że ułamki sekund decydują o całym życiu. Zmieniło się wszystko, z nieposkromionego, wszędobylskiego śmieszka pozostała tylko młodzieńcza dusza, bo ciało odmówiło posłuszeństwa. Ale tak już jest, że jeśli tracimy coś bezpowrotnie, to Pan Bóg w zamian daje nam coś innego, czasami musi upłynąć sporo czasu, abyśmy ten dar zauważyli i docenili. Po niefortunnym skoku, kiedy lekarze rozkładali ręce i nazywali mój stan terminalnym, Pan Bóg w cudowny sposób dał mi drugie, inne życie, ale jakże piękne, pełne dobra i pogody ducha. Od tamtego wydarzenia minęło właśnie 21 lat, które można podzielić na kilka kluczowych etapów. Choć każdy ma swoje cechy charakterystyczne, to motywem przewodnim mojego „nowego życia” jest ludzka dobroć, towarzysząca mi nieustannie przez ostatnich 7665 dni.

Najpierw była ostra walka o moje życie – Stwórca zadecydował i wygrałem!
Potem czas niezapomnianego mieszkania w Domu Pomocy w Kole, to wspaniałe chwile, koniecznie musicie przeczytać o nich tutaj http://www.mariuszharasny.pl/?m=201503 .

Następnie przyszedł czas na dobudowanie do rodzinnego domu pokoju dla mnie, abym mógł wygodnie zamieszkać z najbliższymi, których miłość i troska są najlepszym lekarstwem. Przedsięwzięcie powiodło się dzięki  inicjatywie redakcji Echa Turku, zaangażowaniu Wójta gminy Przykona i konkretnej pracy wykonanej przez Wujka, Kuzynów i Szwagra kolegów . Dziękuję, dzięki  Wam wygodnie mieszkam z kochaną Rodziną.

Ale nie mógłbym żyć tak komfortowo, gdyby nie całodobowa opieka najbliższych. Walka z odleżynami, z infekcjami układu moczowego i oddechowego, nocne czuwania podczas wzmożonej swastyki, wykonywanie  wszystkich niezbędnych czynności higienicznych, karmienie i codzienne ćwiczenia rehabilitacyjne. Kochana Mamo – dziękuję najpiękniej jak potrafię, zawsze jesteś przy mnie! Moje kochane Rodzeństwo i Szwagrowie, bez Was moje życie byłoby niemożliwe – dziękuję z całego serca!

Kolejna ważna sprawa, to moja edukacja, dzięki ukończeniu szkoły średniej udało mi się znaleźć pracę i udowodnić samemu sobie, że mogę normalnie funkcjonować,  prowadząc działalność  zawodową.

Wreszcie przyszedł czas na projekt  „samochód”. Zakup busa dostosowanego do moich potrzeb dał mi pełną swobodę przemieszczania się, mogę jechać wszędzie gdzie tylko zechcę: przede wszystkim do kościoła, by móc nieustannie dziękować Panu Bogu za te wszystkie dary, mogę wybrać się na mecze i gale bokserskie, do kina na koncerty, mogę wyjeżdżać na wycieczki, do lekarza i dentysty. ( wycieczki nie są związane tylko z lekarzem bądź dentystą J) Wszystkim zaangażowanym w ten projekt dziękuję z całego serca.

W ciągu 21 lat dziewiętnastoletni chłopak przemienił się w odpowiedzialnego mężczyznę. W tym procesie bardzo ważną rolę odegrali wszyscy moi przyjaciele i znajomi, których Pan Bóg postawił na mojej drodze. Czterdzieste urodziny  to tylko pretekst, aby osobiście podziękować  za ich obecność w moim życiu, że poświęcony mi bezcenny czas, za życzliwe serca, za wsparcie i modlitwę. Dziękuję również za wspólną szampańską zabawę na przyjęciu urodzinowym.

Ze względów organizacyjnych nie byłem w stanie zaprosić wszystkich, mam również wielu internetowych przyjaciół i wszystkich głęboko noszę w sercu,  Wasza obecność jest nieoceniona, dzięki niej jestem silniejszy i  zmotywowany do pokonywania wszystkich trudności. Choć jest ich wiele, to cenię każdą chwilę otrzymana od Pana Boga. Piękno przyrody, otwartość  serc i szczery uśmiech ludzi napotykanych na mojej drodze, sprawia, że moje życie jest normalne i piękne. Dziękuję za każdy uśmiech wywołany na mojej twarzy, pozdrawiam  serdecznie.
Za wszelkie dobro – Bóg zapałać.

Posted in Mój blog | Leave a comment

Wiosna

98786352ab62965a07c516ba5d449e8a_XLDla osoby niepełnosprawnej zima jest najtrudniejszą porą roku. To okrutny czas. Z powodu zimna wyjazdy ograniczone są prawie do zera. Trzeba się  grubo ubierać, co jest dodatkowym utrudnieniem, a najczęściej  i tak nie chroni  przed wyziębieniem i złapaniem infekcji. Dlatego wiosny wyczekujemy z utęsknieniem. Wtedy można wyjechać na spacer, spotkać się z drugim człowiekiem, pogawędzić. Można obserwować odradzającą się przyrodę, zmieniającą się z dnia na dzień, wszystko jest takie świeże, młode i pachnące.

Wiosna sprawia, że i w nas budzą się marzenia i motywacje do działania. Wiosna daje sporą porcję nadziei. Wreszcie wiosna niepostrzeżenie przechodzi w lato, intensywny czas wyjazdów w plener, spotkań z przyjaciółmi i bliskimi osobami, które dają radość i chęć do życia, dlatego już się cieszę na to, co niebawem nastąpi.

Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia na szlaku letnich wędrówek.

Posted in Mój blog | Leave a comment

Hobby

_DSC1012Przed wypadkiem pasjonowały mnie rowery górskie, pojazdy o niezbyt skomplikowanej budowie, ale dające nieograniczone możliwości podróżowania. Właściwie nadal mnie fascynują, tylko że ze zrozumiałych względów nie mogę oddawać się tej przyjemności.

Uwielbiałem jeździć na długie spacery i pokonywać terenowe trasy. Najdłuższa jaką udało mi się przebyć z kuzynami liczyła 140km i prowadziła z Turku do Lichenia i Ślesina. To był niezapomniany niedzielny wyjazd, wspominam go po dziś dzień. Uwielbiałem jazdę rowerem, bo dawała poczucie wolności, pełnej swobody, nigdy nie zapomnę wiatru rozwiewającego włosy i przyjemnie chłodzącego twarz, wtedy wtapiałem się w naturę tak silnie, że czułem jej oddech.

Od późnej wiosny do jesieni, co niedzielę jeździliśmy z kolegami nad oddaloną o 35km tamę w Jeziorsku, aby tam kapać się i radośnie spędzać czas. Pewnej niedzieli, ta trasa była ostatnią w moim życiu…właśnie w Jeziorsku niefortunnie skoczyłem do wody…
Mój pierwszy rower górski z tak zwanej „wyższej półki” kupiłem od kolegi gdy miałem 17 lat. Od razu stał się moim głównym i ulubionym środkiem lokomocji. To właśnie nim pokonywałem wspomniane trasy. Był funkcjonalny i bezawaryjny, dlatego zaczynał podobać mi się coraz bardziej. Do dziś wspominam go z ciepłym uśmiechem i gdybym tylko mógł, to wsiadłbym i pojechał przed siebie, by doświadczyć tych niezapomnianych emocji jeszcze raz.

Latem 2016 roku przyjaciel, któremu osiemnaście lat  wcześniej, tuż przed wypadkiem, odsprzedałem swój pierwszy rower powiedział, że wciąż go posiada i jeśli chcę mogę go odzyskać za przysłowiową złotówkę. Oczywiście nie zastanawiałem się ani chwili. Kiedy go zobaczyłem naszło mnie mnóstwo miłych wspomnień. Przed oczami stanęły mi niezapomniane chwile z nim związane,  aż poczułem dreszczyk emocji. Postanowiłem go odrestaurować i dodać mu blasku. Dzięki zaangażowaniu kolegów otrzymał oryginalny, jak przed laty, czerwony lakier. Kupiłem nowe, zgodne z oryginałem części i pod moim czujnym okiem, brat pomógł mi go złożyć . Uzyskaliśmy wspaniały efekt , nic tylko wsiąść i odjechać…
Tymczasem towarzysz moich młodzieńczych eskapad, został zainstalowany na honorowym miejscu na jednej ze ścian pokoju. Gdy się budzę codziennie rano spoglądam na niego z radością i satysfakcją, wspominam dobre czasy, gdy razem przemierzaliśmy bezdroża.

Ten rower stał się symbolem przemiany, łącznikiem starych czasów i odnowy. Dostał drugą młodość, ale jego wartość sentymentalna zakorzeniona jest w odleglejszych czasach. Każde spojrzenie w jego kierunku, to miłe wspomnienia, radość serca i nadzieja że piękne chwile pozostają z nami na zawsze.
Dziękuję bratu , Łukasz to piękne dzieło i dziękuje  wszystkim, którzy pomogli mi w realizacji tego przedsięwzięcia.

Posted in Mój blog | 1 Comment

Motor Show 2017 r

P1080797

Posted in Mój blog | Leave a comment

Dobro rodzi dobro.

Dobro rodzi dobro.

DSC_0275Posiadanie własnego samochodu od zawsze było moim  niedoścignionym marzeniem. Po feralnym skoku do wody wszystko się zmieniło, marzenia też. Przez wiele lat ważniejsza była rehabilitacja, utrzymanie stabilnego stanu zdrowia, zmaganie się z odleżynami i spastyką , a szczytem marzeń był pierwszy wózek elektryczny, który pozwolił na namiastkę samodzielności. Lata mijały, sytuacja stabilizowała się i wtedy powróciło marzenie o samochodzie. Zacząłem wyobrażać sobie jak cudownie byłoby mieć własny pojazd, wygodny, z windą, zwrotny by moje dziewczyny bez problemu mogły go poprowadzić. Wówczas bez problemu zabierałyby mnie w różne miejsca: do kościoła, na wycieczki, do znajomych, mógłbym jeszcze pełniej cieszyć się życiem. Zacząłem przeglądać rynek aut i wtedy przychodziły chwile zwątpienia…to przecież duży wydatek finansowy na który mnie nie stać. Marzenia są takie piękne, nawet gdyby miały się nie spełnić, ale na wszelki wypadek  ciułałem najdrobniejsze nawet grosiki, wzdychając – może kiedyś uzbieram… W obliczu Waszej nieocenionej pomocy, zwłaszcza przy zbiórce funduszy na wózek elektryczny, bez którego po prostu nie ruszył bym się z łóżka, nie śmiałem nawet wspomnieć o zbiórce środków na samochód…ale…Opatrzność czuwała! O moich marzeniach dowiedział się pewien Anonim (bardzo miła osoba, która pragnie pozostać anonimowa), który zaproponował abyśmy wspólnie podliczyli swoje możliwości finansowe i wówczas okazało się, że razem damy radę, że uda nam się uzbierać na auto. Wiadomo, w grę nie wchodził mercedes z salonu, ale coś, co będzie dostosowane do moich potrzeb i pozwoli wyruszyć poza rodzinną wieś J wobec takich planów ideą kupna samochodu zacząłem dzielić się z innymi, pytając czy to dobry pomysł.

Komputer rozgrzany do białości ledwo zipał przy przeszukiwaniu stron motoryzacyjnych, a słuchawki od telefonu parzyły uszy podczas handlowych rozmów. Było to co lubię – konkretne działanie. Brałem pod uwagę różne modele aut typu Renault Kangoo z opuszczaną podłogą i podjazdem. Wiadomo, mniejsze auto łatwiej będzie siostrom je prowadzić, łatwiej zaparkować. Świadomość prowadzenia nawet najmniejszego busa wywoływała u nich, wprawdzie chwilowy, ale całkowity paraliż.  Pod koniec stycznia nadarzyła się okazja, aby w Koninie wypróbować taki samochód. Przyjaciele wypożyczonym busem podwieźli mnie do komisu. Z bijącym mocno sercem z nadzieją, że znalazłem to czego szukałem zacząłem próbę podjazdu na pokład. I…słychać było żałosny jęk zawodu! Właściciel komisu na potrzeby komercyjne „podkręcił” wymiary auta, które niewiele wspólnego miały z rzeczywistością! Okazało się że dla tego modelu jestem za wysoki, a kiedy się opuściłem na wózku w pozycji horyzontalnej razem z zagłówkiem byłem za długi…więc  nie udało mi się zainstalować w kokpicie. Rozczarowanie sięgnęło zenitu!

Kiedy emocje opadły, wróciłem do poszukiwań podwyższonych aut osobowych. Niestety ceny takich egzemplarzy znacznie przewyższały nasz budżet motoryzacyjny. Po naradach rodzinno – koleżeńskich zapadła decyzja o zmianie segmentu poszukiwań, jedynym rozsądnym rozwiązaniem okazał się busik dostosowany do moich potrzeb.

Wybór duży, ale ten za stary, ten ma zbyt duży przebieg, ten po wypadku…a do tego dochodziły nieustanne wątpliwości czy dobrze robię? Czy dam radę utrzymać samochód, opłaty, koszt paliwa, ewentualne naprawy? A jeśli mój stan się pogorszy i nie będę mógł pracować? A z drugiej strony kusi większa niezależność , wyjazdy do dentysty, w odwiedziny… Anonim jednak uspakajał mnie, że jeśli nawet sprawdzi się najgorszy scenariusz, to w ostateczności auto można sprzedać. To prawda, więc znów rzuciłem się w wir poszukiwań angażując również kolegów i przyjaciół, znawców motoryzacji, aby wybrać jak najlepiej. Wreszcie jest! Rocznik jeszcze nie prehistoryczny, przebieg zachęcający, luksusowa winda i wiśniowy metaliczny lakier…CUDEŃKO…no i cena mieszcząca się w budżecie! Po wnikliwej wirtualnej analizie  w drugiej połowie lutego wybrałem się  osobiście ze szwagrem Jurkiem i jego bratem, Panem Andrzejem, który jest kierowcą, na oględziny wozu, który znajdował się prawie 200 km od mojego domu. Stan techniczny wypadł bardzo dobrze, funkcjonalność oceniona w czasie przejażdżki również znakomita i do tego właściciel okazał się być niezwykłą osobą, bardzo miłą i uczynną. Mimo wszystko poprosiłem o tydzień na podjęcie ostatecznej decyzji.

Na gorącej linii zawrzało, konsultacjom nie było końca, rokowania znawców tematu były zachęcające. Romek i Marcin wręcz namawiali mnie do kupna, zapewniając jednocześnie, że wszystkie przeróbki i serwis biorą na siebie. O sfinalizowanie transakcji poprosiłem Roberta, miłośnika czterech kółek, który na miejscu raz jeszcze zdiagnozował auto. I stało się, kupiłem swój pierwszy w życiu samochód!

Targała mną burza emocji, z jednej strony radość, a  z drugiej wątpliwości, że może jest coś ukrytego i niebawem się rozsypie? Ale ponieważ całe przedsięwzięcie od samego początku poleciłem Bożej Opatrzności,  a wszystko zaczęło się pomyślnie układać, więc widocznie tak miało być.

Auto kupiłem od wspaniałych ludzi, szczerych i wrażliwych. Przyznali, że cieszą się z faktu, iż busik będzie służył właśnie mnie i nie tylko znacznie obniżyli pierwotnie ustalona cenę, ale zatankowali bak do pełna i pomogli skutecznie przebrnąć przez gąszcz biurokratycznych barier związanych z przeglądem technicznym windy i dopuszczeniem jej do użytku (mimo ze wcześniej była używana do transportu ludzi). Szanowni Państwo z całego serca dziękuję Wam, za życzliwość , wsparcie i bezinteresowna pomoc!
Z całego serca dziękuję również Anonimowi, który rozpoczął całą „zadymę” z autem i w znacznym stopniu przyczynił się do tego, że w budżecie domowym w rubryce ”auto dla Harnasia” znalazły się wystarczające środki.

Dziękuję Robertowi za merytoryczne doradztwo i sprowadzenie samochodu pod mój dom. Nie ukrywam, czekałem na niego z wielką radością, wzruszeniem i ze łzami w oczach.

Dziękuję Marcinowi i Romkowi za nieograniczone zaangażowanie w ten motoryzacyjny projekt, za pomoc, która oprócz wymiernych efektów  wyzwoliła w nas wiele dobra, zacieśniła więzi, ukazując jednocześnie wartość przyjaźni – dziękuje Przyjaciele.

Dziękuję Panu Marcinowi Wypchło, właścicielowi firmy ALEXAS w której zespół pod kierownictwem Marcina Stefaniaka bezinteresownie dokonał szczegółowej diagnostyki, niezbędnych napraw i przeróbek auta, aby podnieść komfort jazdy i sprostać wszystkim standardom bezpieczeństwa.

I choć moje życie naznaczone jest cierpieniem, to dzięki wsparciu i życzliwości której doświadczam, potrafię z nadzieją spoglądać w przyszłość. Potrafię marzyć i realizować marzenia. Dzięki życzliwości napotykanych osób, otrzymuję motywację do podejmowania kolejnych wyzwań i czuję się potrzebny bez względu na ograniczenia i wygląd. Ludzka życzliwość, duchowe wsparcie i bezinteresowna pomoc są moja siłą w pokonywaniu codziennych trudności.
Pan Bóg kolejny raz udowodnił mi, że nie jestem sam i jeśli Mu zaufam, to wszystko jest możliwe. Projekt zakupu auta zakończył się sukcesem, ale jego wielką „wartością dodaną” jest  CUD przemiany ludzkich serc, które nagle otworzyły się na oścież zaskakując niezwykłą szczerością. Niektórzy uczestnicy projektu wyznali mi, że nie podejrzewali siebie samych o takie pokłady dobra! To wspaniałe przeżycie zacieśniło nasze więzi, dało wiele radości i potwierdziło, że niesienie pomocy innym jest piękne. Kiedy obcujemy  z cierpieniem łatwiej docenić to co mamy, bo przecież jeden moment może zmienić nasze życie bezpowrotnie.

Panie Boże, dziękuje Ci za wspaniałych ludzi, których stawiasz na mojej drodze!

Za wrażliwość, okazaną pomoc, za to, że moje marzenie mogło się spełnić, jeszcze raz Wszystkim z całego serca dziękuje!

Prace przy busie :)

Efekt końcowy :)

 

Posted in Mój blog | Leave a comment