Hobby

_DSC1012Przed wypadkiem pasjonowały mnie rowery górskie, pojazdy o niezbyt skomplikowanej budowie, ale dające nieograniczone możliwości podróżowania. Właściwie nadal mnie fascynują, tylko że ze zrozumiałych względów nie mogę oddawać się tej przyjemności.

Uwielbiałem jeździć na długie spacery i pokonywać terenowe trasy. Najdłuższa jaką udało mi się przebyć z kuzynami liczyła 140km i prowadziła z Turku do Lichenia i Ślesina. To był niezapomniany niedzielny wyjazd, wspominam go po dziś dzień. Uwielbiałem jazdę rowerem, bo dawała poczucie wolności, pełnej swobody, nigdy nie zapomnę wiatru rozwiewającego włosy i przyjemnie chłodzącego twarz, wtedy wtapiałem się w naturę tak silnie, że czułem jej oddech.

Od późnej wiosny do jesieni, co niedzielę jeździliśmy z kolegami nad oddaloną o 35km tamę w Jeziorsku, aby tam kapać się i radośnie spędzać czas. Pewnej niedzieli, ta trasa była ostatnią w moim życiu…właśnie w Jeziorsku niefortunnie skoczyłem do wody…
Mój pierwszy rower górski z tak zwanej „wyższej półki” kupiłem od kolegi gdy miałem 17 lat. Od razu stał się moim głównym i ulubionym środkiem lokomocji. To właśnie nim pokonywałem wspomniane trasy. Był funkcjonalny i bezawaryjny, dlatego zaczynał podobać mi się coraz bardziej. Do dziś wspominam go z ciepłym uśmiechem i gdybym tylko mógł, to wsiadłbym i pojechał przed siebie, by doświadczyć tych niezapomnianych emocji jeszcze raz.

Latem 2016 roku przyjaciel, któremu osiemnaście lat  wcześniej, tuż przed wypadkiem, odsprzedałem swój pierwszy rower powiedział, że wciąż go posiada i jeśli chcę mogę go odzyskać za przysłowiową złotówkę. Oczywiście nie zastanawiałem się ani chwili. Kiedy go zobaczyłem naszło mnie mnóstwo miłych wspomnień. Przed oczami stanęły mi niezapomniane chwile z nim związane,  aż poczułem dreszczyk emocji. Postanowiłem go odrestaurować i dodać mu blasku. Dzięki zaangażowaniu kolegów otrzymał oryginalny, jak przed laty, czerwony lakier. Kupiłem nowe, zgodne z oryginałem części i pod moim czujnym okiem, brat pomógł mi go złożyć . Uzyskaliśmy wspaniały efekt , nic tylko wsiąść i odjechać…
Tymczasem towarzysz moich młodzieńczych eskapad, został zainstalowany na honorowym miejscu na jednej ze ścian pokoju. Gdy się budzę codziennie rano spoglądam na niego z radością i satysfakcją, wspominam dobre czasy, gdy razem przemierzaliśmy bezdroża.

Ten rower stał się symbolem przemiany, łącznikiem starych czasów i odnowy. Dostał drugą młodość, ale jego wartość sentymentalna zakorzeniona jest w odleglejszych czasach. Każde spojrzenie w jego kierunku, to miłe wspomnienia, radość serca i nadzieja że piękne chwile pozostają z nami na zawsze.
Dziękuję bratu , Łukasz to piękne dzieło i dziękuje  wszystkim, którzy pomogli mi w realizacji tego przedsięwzięcia.

This entry was posted in Mój blog. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz